27 sierpnia 2015

Wokół Notre-Dame

Wysiadam z metra. Przede mną rozciągają się pełne zieleni stragany, to targ kwiatowy czynny cały rok. Tuż obok plac z widokiem na zamek i prowadzącą doń bogato rzeźbioną bramą. Czy wiecie gdzie jestem? To Ile de la Cité ( wyspa Cité), kolebka Paryża, na której wznosi się majestatyczna Notre-Dame. Choć większość turystów tylko dla niej odwiedza to miejsce, pokażę Wam ile kryje jeszcze skarbów i miłych, cichych zakątków. Gotowi? Zaczynamy.




Paryż założyli Rzymianie ok 53 r p.n.e. Nazwali je Lutetia Parisiorum. Nazwa ewoluowała wielokrotnie aż do uzyskania dzisiejszego brzmienia. Z  wyspy prowadzi na lewy brzeg Sekwany najstarszy most o zdradliwej nazwie Pont Neuf czyli Nowy Most. 
Też tu wznosi się pierwszy zamek królewski, w którym obecnie mieszczą się sądy czyli Pałac Sprawiedliwości i główna kwatera policji. W zamku tym podczas rewolucji mieściło się więzienie, można obejrzeć zrekonstruowaną celę Marii Antoniny. Stojąc na Boulewrd de Palais tuż obok narożnej wieży zamku warto spojrzeć w górę by zerknąć na najstarszy, wciąż działający zegar uliczny z 1370r.  Gdy się dobrze przyjrzycie dostrzeżecie godła Polski i Litwy. Król Henryk III, fundator owego zegara, był w latach 1573-1575 królem Polski i Wielkim Księciem Litewskim. 



Z drugiej strony zamku znajduje się prawdziwa perła, Święta Kaplica ( Saint Chapelle). Wzniesiona w zaledwie 6 lat od roku 1242 na zlecenie  Ludwika IX. Król ten kupił od cesarza bizantyjskiego Chrystusową Koronę Cierniową i potrzebował dla niej godnego miejsca. Dziś wraz ze Świętym Gwoździem i kawałkiem drewna z Krzyża Świętego spoczywa w skarbcu Notre Dame, skąd raz do roku, w Wielki Piątek wyjmowana jest na procesję. 
Święta Kaplica jest świeżo odrestaurowana, dzięki czemu można w pełni docenić kunszt witraży, z których słynie, choć wejście będzie okupione staniem w kolejce po bilety, naprawdę warto.  Poza tym jest to świątynia dwupoziomowa. Górna kaplica dostępna była tylko królowi i jego najbliższym, dolna natomiast otwierała swe podwoje wybrańcom dworskim. 

Spacerując wokół pałacu trafiam na uroczy, cichy placyk a stamtąd pod pomnik Henryka IV. Król słynął ze swych miłosnych podbojów i zamiłowania do strojów. Jego ulubionym kolorem okazała się ciemna zieleń jako najbardziej królewska. Stąd przylgnął do władcy przydomek Zielony Galancik. Najbardziej wysunięty zakątek wyspy nosi nazwę Square de Galant Vert czyli skwer Zielonego Galanta.



Idąc nabrzeżem Quai de la Corse mijam Hôtel Dieu. Jest to najstarszy, jeszcze funkcjonujący szpital miasta, od roku targany strajkami w związku z planowaną likwidacją.
Nieśpiesznie skręcam w małą uliczkę zostawiając z boku upstrzoną straganami rue d'Arcole. To zdumiewające jak cicho i pusto może być kilkadziesiąt metrów od Katedry. Spaceruję nielicznymi uliczkami, mijam osobliwą restaurację. W autentycznych, średniowiecznych wnętrzach, a właściwie wnętrzu, bo jest tu tylko jedna mała sala, siedzi się na stylizowanych ławach, panuje iście dworska atmosfera. A jeśli zamawia się wino trzeba po nie samemu zejść do piwniczki po bardzo stromych schodkach.


Kilka kroków dalej oczom ukazuje się Notre-Dame z boku. Jeśli obejdziecie ją dokoła będziecie mogli nie tylko podziwiać kunszt tej budowli ze wszystkich stron, ale dojdziecie też pod pomnik Jana Pawła II, wzniesiony jesienią zeszłego roku. 
Przechodząc przez mały park na tyłach Katedry wchodzę na most Świętego Ludwika prowadzący na maleńką wysepkę o tej samej nazwie, ale tam pójdziemy innym razem, gdy przestanie padać.






19 sierpnia 2015

Pędzlem malowane

Witam po wakacjach! Choć skończyły się one dla mnie tydzień temu nie  wskoczyłam jeszcze w tryby codzienności. W głowie nadal beztroskie dni, rodzina jeszcze nie w komplecie, więc garnki się kurzą. Zapraszam zatem na romantyczny spacer. Tym razem celem jest niewielka miejscowość położona na południowy wschód od Paryża. Nazywa się Yerres. To tu w 1860-ym roku dwunastoletni wówczas Gustave Caillebotte przekroczył progi pałacyku w stylu włoskim, który to zakupiony przez jego ojca stał się rodzinną rezydencją letnią. Gustaw wychowywał się w Paryżu w jednej z przepięknych i bogatych kamienic haussmanowskich, obserwując i biorąc udział w codziennym życiu burżuazji. Choć ukończył studia prawnicze, w wieku 25 lat rozpoczął kolejne na Akademii Sztuk Pięknych w Paryżu. Nie musiał zarabiać na życie malarstwem, była to jego pasja. Na kilkuset obrazach uwiecznił życie paryskich ulic po Wielkiej Przebudowie, a dzięki posiadłości w Yerrres stworzył idylliczny obraz życia "wiejskiego". Był doskonałym obserwatorem i podobnie jak inni impresjoniści zachwycał się pięknem otaczającej go przyrody. Malował obrazy niczym dziś robi się zdjęcia. Kadrował je w nowatorski sposób, przez co, między innymi, odrzucany był przez oficjalny, doroczny Salon, na którym artyści mogli zaprezentować swoje prace. Dla wielu było to być albo nie być, dlatego Caillebotte pomagał organizować niezależny Salon, na którym wystawiał swe prace wraz z przyjaciółmi. Byli wśród nich Monet, Renoir, Degas, Cezanne. Dzięki rodzinnemu majątkowi stał się również mecenasem sztuki. Stworzył niezwykłą kolekcję impresjonistyczną, którą w całości zapisał państwu francuskiemu. Dziś w całości można ją podziwiać w Musęę d'Orsay. W posiadłości Caillebotta organizowane są czasowe wystawy poświęcone impresjonizmowi. Niestety teraz żadnej nie ma, ale mogliśmy pospacerować po parku i spojrzeć na ten uroczy zakątek oczami artysty. Dzięki projekcji filmowej można poznać wiele obrazów( szkoda, że nie na "żywo"), ale muszę przyznać, że park i płynąca obok rzeczka są tak urocze, że nie trzeba pędzla, by namalować iście impresjonistyczne obrazy. Zapraszam!







 Można wypożyczyć łódkę i popływać po rzece.
 A to ławeczka w parku przylegającym do posiadłości.



 W dawnej oranżerii jest kawiarnia.